https://bezdekretu.blogspot.com/2021/08/jaka-polska.

Nikogo nie „oskarżam” i nikomu nie „zarzucam”. Że inni, czy wszyscy inni, idą jakąś drogą polityczną, ideową, czy każdą uznaną przez nich za słuszną, to ich rzecz.
Upieram się natomiast, że wolno mi tę ich drogę obserwować i — w warunkach wolności słowa — nawet opisywać.
Kiedyś nazwałem tę drogę „donikąd”. Dziś uznana została przez „instynkt narodu” za docelową.
W tym zdaniu nie ma (złośliwej) ironii. Jest tylko stwierdzenie faktu
”.
Nieuchronnie zbliża się czas, w którym wybór musi być dokonany. Nie z przymusu, ani groźby upadku, nie dla zysku lub makiawelicznych planów.
Musi być dokonany, by nie spadły na nas słowa Józefa Mackiewicza.
Ten, który „drogę wielkiego ześlizgu” przemierzył skalą nudis verbis, wiedział, jak kończy się „stwierdzenie faktu”.
„Nie ja wygrałem.
Wygrali ci, którzy organizują “instynkt narodu”.
Ja przegrałem z kretesem.
Więc proszę o pobłażanie”.

Przed pięcioma laty pisałem, że to wyznanie Mackiewicza, uczynione u kresu życia wielkiego pisarza, jest wyrazem geniuszu i politycznej wizji.
Darów, które ciężarem logiki mackiewiczowskiej, zawsze skazują na wykluczenie i samotność.
Jednocześnie – to słowa tak wstrząsające, że nie wolno dopuścić, by ktoś je powtórzył.
Nieuchronny jest więc wybór – między tym, co „instynkt narodu” uczynił dziś drogą powszechną, prowadząc moich rodaków na manowce III RP, ku obcej krainie „donikąd” – i tym, co w naszych marzeniach, w niepoprawnie śmiałych planach, wytycza drogę długiego marszu i wiedzie do Niepodległej.
Trzeba się zdecydować – „gdzie kończy się wmówienie a zaczyna związek realny czy wskutek przeżyć historycznych nie staliśmy się psychicznie skrzywieni i na wypadki reagujemy teraz z prawidłowością histeryków czy wciąż jesteśmy barbarzyńskim plemieniem wśród sztucznych jezior i puszcz elektrycznych”.
Trzeba wybrać – czy dalej „obserwować”, „opisywać” i obdarzać uwagą zwodnicze „realia”, w jakie wpychają nas mali demiurdzy, w służbie tego państwa, czy może – odrzucić to nędzne simulacrum i skierować myśl na projekt godny Polaków.
Nie sposób pominąć słów Mackiewicza, nie wolno ich lekceważyć ani odsyłać w otchłań historii.
Głupcami są ludzie, którym dziś wydaje się oderwane od przeszłości i narodowych doświadczeń.
Głupcami są ci, którzy słów autora „Nudis verbis” nie odczytują jako współczesnej przestrogi.

Morawiecki

„Jak można na dłuższą metę wychowywać naród politycznie, bez przeprowadzenia „kanciastej” granicy pomiędzy pojęciami tak prymitywnymi jak: „sojusznik” i „najeźdźca”, „wierny” i „zdrajca”, „swój” a obcy, czy wrogi „agent ?” – pytał Mackiewicz w roku 1947.
Skoro dziś – w całej przestrzeni publicznej tego państwa, nikt nie odważy się postawić takiego pytania, czy wolno twierdzić, że uwolniliśmy się z ówczesnych ograniczeń?
Mackiewicz – pisarz przeklęty geniuszem, musiał przekopać powojenną rzeczywistość do fundamentów, a nie znajdując nigdzie ratunku przed tymi, którzy „organizują instynkt narodu”, uznać swoją porażkę.
My nie musimy.
Nie dlatego, by z sukcesji komunistycznej, pod nazwą III RP miała wyrosnąć Wolna i Niepodległa, ale z uwagi na przestrogę pozostawioną przez Mackiewicza.
Dzięki niemu wiemy, że „obserwacja” i „opis” – zawsze kończy się porażką, a „zarzuty” i „oskarżenia” – choćby najcelniejsze i trafiające w głąb przegniłych fundamentów, doprowadzą do wyznania – „nie ja wygrałem”.

Wiem, że wielu z Państwa odczuwa odrazę do rzeczywistości skleconej przez „wybrańców narodu”, że mierzi stan tego państwa, przeraża ogrom nieprawości i niebotyczne zakłamanie politycznych decydentów.
Kilka lat temu napisałem, że fałsz i nędza polityki prowadzonej przez obecnych rządców III RP, ma prawo odstręczać i napawać odrazą ludzi rozumnych.
Jako autor setek tekstów z lat 2007-2015, w których niezwykle krytycznie oceniałem reżim PO-PSL, mogę dziś napisać – tak prostackiej propagandy, takich pokładów zakłamania i ordynarnego fałszu, takiej pogardy dla polskich aspiracji – nie widziałem nawet w tamtych, ponurych latach.
Bo choć były one naznaczone zbrodnią smoleńską, choć odsłoniły najgłębsze pokłady upodlenia  tzw.”elit” tego państwa, ich postępki, ich słowa pełne nienawiści, nie dotykały tak boleśnie.
Jak nie dotyka to, co pochodzi od Obcych.
Tych zaś, którzy dziś rządzą – jakiż w tym absurd i ciężar goryczy – czy nie chcieliśmy nazywać „naszymi” i widzieć w nich rzeczników polskich interesów?
Ilu z tych, którzy czytają te słowa pokładało nadzieję w zapowiedziach „dobrej zmiany”, ilu wierzyło, że rządy tak długo wyczekiwane, przyniosą czas prawa i sprawiedliwości?
Powie ktoś – przecież ludzie reżimu PO-PSL prowadzili jeszcze bardziej nędzną i fałszywą politykę, przecież kłamali na potęgę i traktowali naszych rodaków niczym stado idiotów.
Odpowiem: prawda, lecz świadomość – kim byli ci ludzie, była równie naturalna, jak wiedza o objawach śmiertelnej choroby. Byli tymi, za kogo ich uważaliśmy – zbieraniną obcych, twardogłowych typów, złączonych nienawiścią do wszystkiego co polskie.
Byli tacy, jakich poznaliśmy po Smoleńsku – grupą załganych karłów, ludzi bez czci i odwagi.
Spodziewać się po nich dobra, oczekiwać uczciwości i działań honorowych – byłoby niepodobne.
Od takich, nie oczekiwałem więc niczego.
Poza życzeniem, jakie wyraziłem przed dziesięcioma laty: by zniknęli z mojego kraju na zawsze.
Ich świat – świat Obcych, dawno stał się rozpoznawalny i tylko ludzie bez daru rozróżnienia dobra od zła, mogli go nie dostrzec.
Dziś, gdy jedni i drudzy są równie Obcymi, nie zasługują nawet na pogardę.

Odraza do obecnej rzeczywistości, jest naturalną reakcją ludzi wolnych.
Lecz niedostateczną, by mienić się Polakiem.
Bo poza odrazą, poza krytyką i (choćby najświętszym) oburzeniem, musi podążać poczucie obowiązku.
Z niego zaś-świadomość, że jest czas, w którym trzeba dokonać wyboru.
Dla tych, którzy wraz ze mną od lat przemierzają drogę długiego marszu, wybór wydaje się oczywisty. Wiedza – czym jest to państwo, jak i dla kogo je stworzono, kim są jego „elity”, jakie interesy i zakres suwerenności – niesie dostateczną pewność, by dokonać wyboru właściwego.
Zawsze twierdziłem, że długi marsz jest drogą dla ludzi odważnych. Tych zaś, nie zadowala „szat rozrywanie” i najwznioślejsza krytyka. Nie wybiorą „wewnętrznej imigracji” i nie poddają myśli dyktaturze miernot.
Tacy muszą stanąć przed pytaniem – co dalej?
W tym pytaniu ujawniają się dziesiątki wyzwań: jak obalić bękarta, udającego państwo polskie, gdzie wiedzie droga ku niepodległości, na czym budować silną państwowość, jaki jej ustrój, organizacja i sojusze, czym jest racja stanu, czym polskość i naród, jakiej Polski chcemy i na jaką się odważymy?
Wybór – to próba odpowiedzi na takie pytania, to obowiązek ich podjęcia.
Nie wystarczy wiedzieć – co za sobą zostawiamy i co odrzuciliśmy na ścieżce donikąd. Tyle wiedział Mackiewicz, gdy wiedza ta pozwoliła mu wyznać – „Nie ja wygrałem. Wygrali ci, którzy organizują “instynkt narodu”.
Dlatego wybór, musi przekraczać granicę dzisiejszej niby-państwowości, a przekraczając je, budować wizję nowej, wolnej Polski.
Świadomość – czego chcemy, do czego zmierzamy, jest odpowiedzią ludzi wolnych i niezależnych, jest antidotum na dzisiejsze zniechęcenie, na poczucie beznadziei i apatii.
Trzeba wiedzieć, że przez trzydzieści lat sukcesji komunistycznej, pseudo-elity tego państwa nie wypracowały żadnej wizji Niepodległej, nie wytyczyły drogi do obalenia magdalenkowego porządku i zerwania więzów łączących nas z komunizmem.
Ludzie, którzy nadali sobie nienależne miano „autorytetów” i „przywódców narodu”, okazali się niezdolni do „myślenia po polsku”, do wyjścia poza tchórzliwe dogmaty i zbiór prostackich banałów. Oparcie owych „elit” na systemie partyjnym, uzależnienie ich od profitów i politycznych synekur sprawia, że odwaga i autonomia intelektualna, są atrybutami nieznanymi w III RP.
Tu nigdy nie pojawi się świeża myśl, nie zaistnieje „pomysł na Polskę”, nie powstanie projekt burzenia starych fundamentów.
To nie przypadek, że przez trzy dekady nie znalazł się żaden polityk, żaden intelektualista, który rozstanie z mitami „demokracji” i „georealizmu”, uznałby za wymóg polskiej racji stanu.
Nie ma też – i być nie może, ani jednej partii, która podważałyby przymus ustrojowy, zapisany w konstytucji tego państwa.
Tym bardziej – nie znajdziemy środowisk, dla których punktem wyjścia refleksji politycznej, byłby pogląd, że linia dzisiejszych podziałów, nie wynika z urojonej „wojny polsko-polskiej”, lecz jest konsekwencją półwiecza okupacji rosyjskiej, efektem zdrady magdalenkowej i budowania fałszywej wspólnoty My-Oni.
Świadomość tych ograniczeń, powinna decydować o odrzuceniu dotychczasowych „modeli politycznych”  – z ich łgarstwem o państwie demokracji, o roli partii politycznych, wyborach powszechnych itp. erzacach służących dominacji miernot i kanalii.
Uleganie tym łgarstwom sprawia, że w miejsce odważnych wniosków dominuje zabobon, jakoby Polacy odzyskali pełnię wolność i na jej fundamentach budują dziś państwo prawa i demokracji. Ten irracjonalny pogląd, sprzeczny z elementarnym doświadczeniem i wiedzą o stanie państwa, spycha nas w pułapkę „georealizmu”, wywołuje dysonans poznawczy i przesądza o klęsce.

Dlatego stawiam dziś pytanie – co dalej?
Po 15 latach prowadzenia tego bloga, po setkach zamieszczonych tu tekstów, chciałbym usłyszeć o Państwa wizji wolnej Rzeczpospolitej, chciałbym dowiedzieć się – czy są jeszcze Polacy zdolni do  sformułowania takiej wizji, do śmiałych projektów politycznych i myślenia poza schematami.
Jeśli droga długiego marszu ma mieć sens,  musi przynieść odpowiedź na pytania – jaka Polska i jak ją zbudować?
Do tego wyzwania nie trzeba nam mediów, partyjnych gazet i ekranów telewizji. Nie trzeba polemik z Obcymi i zawierania zabójczych „kompromisów”. Nie trzeba akcesu do pseudo-elity, ani pochwały fałszywych proroków.
Potrzebna jest pewności, że wszystko zależy od nas.
Od naszej reakcji na zakłamanie i łajdactwo, od odrzucenia rzeczy łatwych i sprzeciwu wobec zła. Od codziennych, prozaicznych czynności, z których powstaje polska teraźniejszość i od myśli, które budują przyszłość.
Proszę się nimi podzielić.
Niech głupcy uznają to za utopię, tchórze zaś – za szaleństwo.
Niech ludzie zaczadzeni partyjną retoryką i zniewoleni bełkotem „elit”, wzruszają ramionami.
To bez znaczenia.

Pewien zacny człowiek, w korespondencji kierowanej do mnie, podjął ważki temat. Zwrócił bowiem uwagę na rzecz równie pewną, jak prozaiczną – autor tego bloga kiedyś przestanie pisać, zamilknie.
Co wówczas z projektem długiego marszu? Czy ta myśl i setki naszych blogowych dyskusji podzieli los rzeczy zapomnianych, zagubionych w globalnej sieci?
Czy  mocą przekleństwa „instynktu narodu”, zostanie skazana na zamilczenie?
Intencje tego listu były tak zbieżne z moimi refleksjami, że zdecydowałem się nim wspomnieć.
Dlatego prośba o dokonanie wyboru i rozmowę o wolnej Polsce, jest otwarciem na kolejny etap długiego marszu.
Może najważniejszy, bo po odpowiedzi – co było, ma przynieść nadzieję – co będzie?
Mam pewność, że pisanie dziś o sprawach bieżących i roztrząsanie politycznego ‘”łajna” III RP, jest stratą czasu.
To państwo ludzi martwych, państwo na równi pochyłej, z którym nie wolno wiązać  nadziei.
Trzeba natomiast, by upadek tego państwa nie zastał nas w więzieniu codzienności, wśród „sytych – umarłych” , bez odwagi myśli i bez wizji przyszłości.
„Trzeba śnić cierpliwie w nadziei że treść się dopełni że brakujące słowa wejdą w kalekie zdania i pewność na którą czekamy zarzuci kotwicę”.

W tekście zawarłem cytaty: z Józefa Mackiewicza-„Na drodze wielkiego ześlizgu” i Zbigniewa Herberta -”Zasypiamy na słowach…”, „Rozważania o problemie narodu”.

 
Zaloguj się, aby komentować

Reklama Dakowski